W tym roku zdecydowanie w klimacie "codziennym", spędzana na łonie natury na odziedziczonej działce... niestety rok rocznie do Barcelony wyjeżdżać się nie da - a szkoda :)
Najważniejsze że lubimy siebie, że lubimy ze sobą przebywać, że nadal potrafimy rozmawiać i... że się nadal kochamy...
a to jest NASZA (ślubna) piosenka... zaśpiewali ją nam przyjaciele i przyjaciółki z roku Michała przed kościołem zaraz po ślubie :) no i sentyment pozostał...
No i to tyyyyyle chyba...
W lesie już jestem, zasięg żaden - gorzej niż w zeszłym roku (pewnie drzewa urosły i zabrały resztę fal blueconnect, które do nie docierały) - masakra; rzadko się tu będę pojawiać... załadowanie zdjęcia na bloggera jest praaawie niemożliwe, podobnie z flickrem, ale... będe walczyć. A teraz lecę dalej świętować - Wam również życzę udanego wieczoru, nocy... poranka :)




