Kilka postów wcześniej pisałam o konieczności wznowienia aktywności art-journalowej - no i wykrakałam :) Jakoś tak mnie wczoraj 'natchło'... Przez ostatnie miesiące naoglądałam się na flickerze cudownych, masakrycznie wręcz prostych w formie ale bajecznie emocjonalnych prac journalowych Bei Mahan, do tego na gwiazdkę dostałam od Nuli przecudny journal, który leżał smutny z pustymi kartkami na półce i nie dawał mi spać :) wył do księżyca, że taki niezapisany, niezamalowany... no to teraz ma - deformację totalną, którą zaserwowały mu akwarele i wikol.
We wnętrzu wspomnianego dziennika zagościł od wczoraj alfabet - staram się, aby każda litera tego alfabetu przypominała mi o czymś ważnym, istotnym w moim życiu... ciekawe czy wytrwam do 'z'...
Dzisiaj prezentuję Wam okładkę i pierwsze trzy litery, mam nadzieję że się Wam spodoba.
Cały journal jest inspirowany pracami Bei i jej charakterystycznymi, skąpymi kompozycjami. Zapomniałam o jednym z najistotniejszych motywów, dla których powstał ten journal - nowe wyzwanie piaskownicowe zaproponowane przez Ki w ramach rękoczynów - ALFABET właśnie; TUTAJ znajdziecie pozostałe prace ekipy i wszystkie informacje dotyczące wyzwania.
A na deser uwieczniony początek alfabetycznej deformacji Nulowego prezentu :)











